Moskwa - Pietuszki - najważniejsza książka Jerofiejewa opublikowana została w Rosji w roku 1989 - dwadzieścia lat po napisaniu. Poemat ten, z pozoru będący bezładnym zapisem myśli, spostrzeżeń, chaotycznych skojarzeń, delirycznych cierpień na kacu i fantastycznych wizji po pijaku, jest w rzeczywistości poruszającą przypowieścią o ludzkim losie, zabawną i przygnębiającą jednocześnie. Wieniczka pije i wyklina wszystko i wszystkich: odrzuca, neguje, ignoruje, nie przyjmuje, nie akceptuje, nie zgadza się, nie dostosowuje się... nadal jednak marzy - o szczęściu, lepszym życiu, o miłości, zwyczajności...
Recenzje naszych klientów
Nasi klienci dali temu produktowi średnią ocenę: 7.0
Z czwartku na piątek Moskwa-Pietuszki czytałem
Me piwo Supermocne tak dopomagało
Że w olśnieniu chłonąłem wcale się nie bałem
tej obłędnej podróży... Wciąż mi było mało
Ta Arkadia Pietuszek do której zdążamy
Któż mitu o miłości i szczęściu nie kocha
Ale częściej do brzegów Styksu się zbliżamy
Śmierci z przedawkowania, ce dwa ha pięć o ha
Tak ulec alkoholu pięknu zdradliwemu
Pijacka bezpośredniość coraz bardziej bliska
Zdobywam się na prawdę po pijaku, czemu?
Choć wódka zawsze teraz coraz mniej jest czysta
Odbiera dobrą pamięć, też rozsądek zdrowy
Jak ta łza konsomołki... więc kłopoty z głowy
Alkoholizm Wieniczki, na przetrwanie sposób
Chciał do ostatniej stacji, miał coś do spożycia
W trakcie drogi częstował jeszcze parę osób
Bunt przeciwko realnej brutalności życia
Przepisy na koktaile, chętnie zrobię, zatem
Ty kochana maupeczko, tylko patrz jak piję
Ten Balsam Kanaański wraz z denaturatem
Cała moja nadzieja, że jednak przeżyję
Mam do życia w absurdzie stosunek serdeczny
Deliryczne me lęki, wszak sam siebie dręczę
Odczuwam sercem, duszą, rozum jest zbyteczny
Podróż ta monstrualna, w nocy śniłem tęczę
Jak Ulisses w Dublinie, Konsul w Cuernavace
Marzę i mam nadzieję, że Cię nie utracę
Więcej pić, mniej zakąszać, filozofia picia
Siermiężna rzeczywistość, ból i uniesienia
Zbawienie przez marzenia mamy do zdobycia
Będziemy oczyszczeni tą mocą cierpienia
W tej podróży przez życie... bohater czy cham
Brodzę przez kręgi piekieł, trudności mam za nic
Piję jednym chaustem tak ze dwieście gram
Jestem doskonałością, która nie zna granic
Bo na granicy bólu też uśmiech się czai
Szczególnie gdy rozrzewni mnie łza konsomołki
Wówczas moje marzenia jak na sztormu fali
Chyba że mnie dopadną złe swinksa pachołki
Tak trwam w tych błyskach marzeń i uniesień swoich
Choć wiem, nigdy nie dotrę do Pietuszek moich